Piemont czyli Albarossa i trufle cz.2

Piemont i albarossa_ostatnie grono 2015

Luigi Dezzani – wśród winiarzy Piemontu to człowiek renesansu. Reprezentuje trzecie pokolenie winiarzy, rodziny, która od ponad 80 lat wytwarza na tych wzgórzach wina. Robi to zresztą z prawdziwą pasją i jak zauważyłem mniej dbając o rozgłos. Ten zaś przychodzi sam, a raczej wraca do niego razem z opinią o jego winach. Wina Dezzani znane są już nie tylko we Włoszech, wyjechały poza granice kraju a nawet poza kontynent. Niezmienne jednak, jak powiedział Luigi, chodzi o to, aby robiąc wino umiejętnie łączyć kilka cech: charakter ziemi, klimatu, miejscowej winorośli i autorskiej interpretacji smaku, który nadaje swoim winom.

Piemont i albarossa_Barolo Dezzani

Nie wiem jak w dobie globalizacji rodzinna firma radziła sobie na rynku, ale w tej chwili jest częścią wielkiej fabryki Rocca, odpowiadając za najważniejsze jej „projekty” winiarskie. Poznając wina od Luigi nabrałem pewności, że to co dzieje się na taśmach fabryki w Mediolanie, a markowane jest nazwiskiem winiarza z Piemontu, ma wystarczającą jakość aby bez obaw sięgać po nie w sklepie. Ale dlaczego wina od Dezzani, a nie od innych winiarzy w tym regionie? No więc od innych również, ale to właśnie winnica Dezzani jako jedna z nielicznych została kilka lat temu wybrana do programu upowszechnienia we Włoszech nieznanego szerzej szczepu Albarossa.

Piemont i albarossa_Albarossa

Winorośl tę Włosi stworzyli jeszcze przed II wojną światową, dzięki pracom profesora Giovanni Dalmasso w 1938 roku. Jednak z różnych powodów nie udawało jej się zawojować rynku. Przez długi czas sądzono, że nowa winorośl, którą stworzył Dalmasso to krzyżówka Nebbiolo i Barbera, ale szczegółowe badania DNA z roku 2009 ujawniły, że Albarossa to rzeczywiście krzyżówka, tyle że szczepu Barbera ze starym, francuskim szczepem Chatus! Skąd pomyłka? Otóż francuski szczep Chatus, wywodzący się z południowo-wschodniego regionu Rodan-Alpy nazywany bywa też „Nebbiolo Dronero”. Nieznośna tendencja do skracania wszystkiego doprowadziła do tego, że Albarossa zaczęto uważać za krzyżówkę Barbera z włoskim Nebbiolo, a wystarczyło tylko dokładnie i do końca czytać pracę prof. Dalmasso…

 

Co Albarossa ma po swoich rodzicach? Po Francuskim ojcu zapewne ciemną, głęboką barwę i bogate garbniki, które w przypadku Chatus pozwalają tworzyć wina, mogące leżakować nawet 10 lat. Włoska Barbera zaś przydała Albarossa łagodniejszych tanin oraz wyższej kwasowości.

Ta kompilacja sprawiła, że nowy szczep stał się podstawą do produkcji win niezwykle pożądanych w smaku a przy tym dość wygodnych w uprawie. Rząd Republiki Włoskiej chcąc upowszechnić ten szczep wytypował kilka winnic, które w sposób szczególny kładły nacisk na uprawę i produkcję Albarossa. I tu właśnie pojawia się Luigi Dezzani.

Piemont i albarossa_dyplom Dezzani

Czy Luigi wcześniej znał Albarossa, nie dopytałem a on w swoich opowieściach chyba o tym nie wspomniał. Ważne jednak, że dzisiaj uprawia ten szczep i tworzy z niego wina – zarówno w kupażach jak i samodzielnie. Są to rzeczywiście pyszne wina, a siedząc z nim przy jednym stole z przyjemnością słucha się opowieści o jego życiowej pasji – wytwarzaniu win. Jak powiedziałem, jest winiarzem w trzecim pokoleniu, a jego fizjonomia – dość tęga sylwetka, powolne ruchy i tubalny głos nadają wszystkiemu co mówi nieco akademickiego charakteru. To oczywiście tylko wrażenia, ale kiedy kosztuje się później jego win, następuje przyjemna korelacja z zachowanym w pamięci obrazem człowieka, który te wina stworzył. Z prawdziwą przyjemnością wspominam tego winiarza. Podobało mi się, że nie próbował się za wszelką cenę „sprzedać”. Był świadom tego co robi i jaka jest tego wartość, a przy tym nie sprawiał wrażenia znużonego lub zmęczonego ciągłymi dopytywaniami.

Piemont i albarossa_targi trufli plakat

Trzeciego dnia wyjechaliśmy do miejscowości Moncalvo. W tym czasie odbywały się tam targi trufli. Cały rynek tego niewielkiego miasteczka zastawiony był straganami na których sprzedawano grzyby. Zresztą nie tylko trufle były do kupienia, były tam też miejscowe wędliny, sery i oczywiście wina. Było też mnóstwo innych rzeczy, które zwykle przy takiej okazji na straganach się pojawiają – ludowe rzemiosło, jakieś starocie i oczywiście import z Chin, a jakże.

Zwycięzcą konkursu w roku 2015 była trufla, która ważyła 170 g. nie wiem dokładnie na czym konkurs polegał, bo druga w kolejce była trufla ważąca 430 g, ale była chyba mniej urodziwa. Wszystkie zresztą wyglądały jak rozdęte purchawki, tylko że kilogram tej świeżej purchawy może kosztować nawet 25 tys. zł.

Piemont i albarossa_trufla AD2015

Na rynku był też pokaz szukania trufli przez specjalnie szkolone psy. Nadają się do tego psy rasy Lagotto Romagnolo, ale można też wyszkolić inne rasy a we Francji używa się do tego celu też świń.

Piemont i albarossa_targi trufli 4

Z żalem wyjeżdżałem z Cocconato Asti. To ważny dla Włoch region winiarski, który ma apelację DOC i DOCG. Zresztą wina Monferrato od wielu już lat uważane są (i słusznie) za jedne z lepszych w północnych Włoszech. Pocieszało mnie jednak to, że ostatnim celem tej wycieczki było miasteczko Barolo.

Piemont i albarossa_bąbelki z Asti

Dziewiętnastego października, w ostatni dzień naszej wycieczki słońce jak na tę porę było wyjątkowo mocne. Temperatura dochodziła do ok. 20 st. i trudno było uwierz, że w przeciągu 24 godzin będziemy znowu doświadczać typowo jesiennej i deszczowej aury. Tymczasem wdychaliśmy resztki lata z nutą Nebbiolo, które jest uprawiane wszędzie na okolicznych wzgórzach.

Piemont i albarossa_Barolo

Muzeum Barolo było bardzo specyficzne. To raczej rodzaj instalacji, nowoczesnej prowokacji artystycznej w którą wpleciono wino. Nie jestem zwolennikiem tego typu ekspozycji, ale to najwyraźniej nowy trend w muzealnictwie. Podobnie wyglądają inne nowe muzea, miejscami przeładowane multimediami, które tworzą niepotrzebny harmider. W przypadku Barolo wyjątkowo nie szło to w parze, choć na moje pocieszenie było kilka sal z wyposażeniem z epoki. Sam zamek w którym urządzono muzeum, korzeniami sięga X wieku, ale dzisiejsza jego forma jest mocno przebudowana i nawiązuje w większości do XIX wieku. Niemniej jednak blisko tysiącletnia historia tego miejsca robi wrażenie.

Muzeum wina zostało tu urządzone dopiero na początku XXI wieku i jak już wspomniałem, według mnie nie najszczęśliwiej.

Za to całe miasteczko jest bardzo urokliwe z licznymi, wąskimi uliczkami, które wspinają się bądź opadają z ostrymi zakrętami między starymi kamienicami.

Piemont i albarossa_Barolo 2

Dobrą butelkę Barolo można kupić za ok 25 Euro, choć na wyprzedaży w piwnicy Rocca udało mi się dostać Barolo za 8 Euro! Było tak tanie, bo którejś jesieni piwnice zostały zalane wodą i etykiety nie nadawały się do sprzedaży. Mi bynajmniej to nie przeszkadzało!

 

Z Barolo pozostało nam ok 150 km do Mediolanu, a stamtąd już szybkim lotem wróciliśmy do Polski. Przywitał nas zimny i chyba deszczowy poranek. Jak powiedziałem, nieplanowane wyjazdy są zwykle udanymi wyjazdami. Dla mnie był on o tyle ważny, że poznałem ciekawego człowieka z misją w życiu. Ten ciekawy człowiek zapewne już o mnie nie pamięta, bo takich enoturystów przeżył pewnie setki. Ale to nieważne. Tak to już w życiu jest, że parafrazując bajkę Mickiewicza: „każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka, i swojego zająca, którego się boi." Można więc powiedzieć, że każdy z nas wpływa na otoczenie. Nie chodzi oczywiście kto się kogo tu boi, ale co z tego spotkania wynosi. W tym przypadku Luigi Dezzani zafascynował grupę ciekawskich winiarzy z Polski a oni może opowieściami o tym co słyszeli ubogacą kiedyś innych… Kto wie?

Piemont i albarossa_Dezzani AT

Dodaj komentarz